Adiunkt na dorobku, doktorant bez umowy. Praca na uczelni

Ustawowe minimum pensji adiunkta to 7044 zł brutto, a stypendium doktoranckie na starcie — 3570 zł, czyli mniej niż płaca minimalna. Do tego umowy na czas określony, punktoza i feudalne układy zależności. Razem chce ustawowej waloryzacji pensji akademickich o inflację, umów o pracę dla doktorantów i stawek nie niższych niż płaca minimalna oraz jawnych konkursów, które skończą z kolesiostwem.

Historyczna czytelnia biblioteki uniwersyteckiej pełna miejsc do pracy — obraz akademii, która stoi ludźmi i ich godnymi warunkami pracy.

O nauce mówi się zwykle liczbami zbiorczymi — procent PKB, miliardy złotych, wskaźniki sukcesu. Ale te agregaty rozkładają się na konkretne przelewy na konkretne konta, a te wyglądają skromnie. Adiunkt, czyli badacz po doktoracie, ma od 2026 roku ustawowo zagwarantowane minimum pensji na poziomie 7044,50 zł brutto miesięcznie, a asystent i „inny nauczyciel akademicki" — 4825 zł brutto, dziewiętnaście złotych powyżej płacy minimalnej. Dla doktoranta, czyli człowieka na początku naukowej drogi, jest jeszcze ciaśniej.

Stypendium poniżej płacy minimalnej

Doktorant w szkole doktorskiej nie dostaje pensji, tylko stypendium, którego wysokość ustawa wiąże z minimalnym wynagrodzeniem profesora. Przed oceną śródokresową jest to 37% tej kwoty, po ocenie — 57%. Przy minimalnym wynagrodzeniu profesora, które od 2026 roku wynosi 9650 zł, oznacza to 3570,50 zł brutto na starcie i 5500,50 zł brutto po ocenie (przeliczenie 37% i 57% z minimalnej pensji profesorskiej 9650 zł, zgodnie z art. 209 ust. 4 ustawy — Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce). Pierwsza z tych kwot jest niższa od ustawowej płacy minimalnej, która w 2026 roku wynosi 4806 zł brutto — człowiek z tytułem magistra, prowadzący własne badania i często zajęcia ze studentami, zarabia mniej niż gwarantuje najniższa krajowa kasjerowi czy magazynierowi. Do tego stypendium nie jest wynagrodzeniem za pracę: nie buduje stażu, bywa gorzej chronione, a jego status prawny stawia doktoranta bliżej ucznia niż pracownika.

Razem chce to zmienić u podstaw — zamienić stypendialny prowizorykum na normalne zatrudnienie. W programie stoi zobowiązanie do wprowadzenia „umów o pracę dla osób podejmujących studia doktoranckie" oraz „wynagrodzeń doktorantów na poziomie nie niższym niż płaca minimalna". To postulat, który partia formułuje konsekwentnie od lat: już w „9 tezach dla nauki" z 2015 roku zwracała uwagę, że wówczas 80% doktorantów nie dostawało żadnego stypendium. Od tego czasu wprowadzono szkoły doktorskie ze stypendium dla wszystkich — ale jego wysokość i status wciąż odbiegają od tego, co znaczy godna praca.

Stypendium a umowa o pracę. Różnica nie jest tylko semantyczna. Wynagrodzenie z umowy o pracę oznacza składki, staż, ochronę przed zwolnieniem, prawo do urlopu i zwolnienia chorobowego na normalnych zasadach. Stypendium doktoranckie części z tych rzeczy nie daje albo daje w okrojonej formie. Postulat „umowy o pracę dla doktorantów" to więc żądanie, by traktować początkującego naukowca jak pracownika, którym faktycznie jest.

Punktoza, feudalizm i pensje, które nie nadążają za cenami

Same stawki to jednak tylko część problemu. Druga to sposób, w jaki polska akademia jest urządzona jako miejsce pracy. W stanowisku z 2018 roku, sprzeciwiając się reformie Jarosława Gowina, Razem opisało ten system bez ogródek: feudalne stosunki oparte „na nepotyzmie i wyzysku młodych pracowników", do których — jak pisała partia — doszły „przerośnięta biurokratyzacja czy tzw. punktoza i promowanie ilości na rzecz jakości". Punktoza — pogoń za punktami za publikacje zamiast za realną wartością badań — zamienia pracę naukową w produkcję pod tabelę. Feudalizm — zależność młodszej kadry od decyzji przełożonych w sprawach kariery, grantów i zatrudnienia — sprawia, że o awansie decyduje nierzadko układ, nie dorobek. To samo stanowisko odnotowywało rzecz, o której mówi się rzadko: rosnący odsetek osób chorujących psychicznie wśród kadry akademickiej, będący pochodną nieustannego wyścigu o zasoby.

Na wierzch tego wszystkiego nakłada się mechanizm cichego zubożenia. Pensje na uczelniach nie są automatycznie waloryzowane, więc gdy ceny rosną, a stawki „pozostają bez zmian", realna wartość wynagrodzenia spada — bez żadnej decyzji o cięciu, samą bezczynnością. Dlatego Razem chce wpisać do ustawy obowiązek waloryzacji płac na uczelniach, w PAN i w instytutach badawczych o wskaźnik nie mniejszy niż inflacja. To prosty bezpiecznik przeciw powolnemu osuwaniu się akademickich pensji w dół.

Co proponuje Razem

Wyegzekwujemy zasadę jawności w konkursach na stanowiska akademickie. Wprowadzimy przewidywalne ścieżki zawodowe i umowy o pracę dla osób podejmujących studia doktoranckie. Zapewnimy wynagrodzenia doktorantów na poziomie nie niższym niż płaca minimalna.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Nauka — warunek rozwoju”, partiarazem.pl
  • Umowy o pracę i stawki nie niższe niż płaca minimalna dla doktorantów — koniec sytuacji, w której początkujący badacz zarabia mniej od najniższej krajowej i nie buduje stażu.
  • Ustawowa waloryzacja pensji akademickich o wskaźnik nie niższy niż inflacja — bezpiecznik przeciw cichemu realnemu cięciu wynagrodzeń.
  • Jawność konkursów na stanowiska akademickie i przewidywalne ścieżki kariery — narzędzie przeciw kolesiostwu i feudalnym układom zależności.

Niestabilność akademickiego zatrudnienia bierze się w dużej mierze z finansowania opartego na krótkich grantach — dlatego pieniądze i warunki pracy to dwie strony tej samej sprawy. Gdy ich zabraknie, najlepsi po prostu wyjeżdżają, o czym piszemy w tekście o drenażu mózgów. Że doktorant i adiunkt to przede wszystkim pracownicy, a ich problemy są tymi samymi, z którymi mierzy się reszta rynku pracy, pokazuje serwis pracowniczy Razem — w tekstach o godnej płacy minimalnej i jawności wynagrodzeń oraz o końcu umów śmieciowych. A skromne stypendium ma jeszcze jeden, dotkliwy wymiar: przy dzisiejszych czynszach w miastach akademickich decyduje o tym, czy na naukę w ogóle stać — o czym pisze serwis mieszkaniowy Razem w tekście o uczciwej umowie najmu.

Źródła i dalsza lektura