Mapa polskiej nauki jest coraz bardziej nierówna. Środki i prestiż koncentrują się w kilku ośrodkach w największych miastach, a uczelnie w mniejszych miejscowościach powoli się zwijają — tracą kadrę, kierunki i studentów. To nie jest kwestia „naturalnej selekcji", w której wygrywają najlepsi, tylko efekt polityki, która od lat premiuje i tak już silnych kosztem słabszych. Razem od dawna widzi w tym realny problem rozwojowy i formułuje wobec niego konsekwentne stanowisko — choć, co warto zaznaczyć, jest to linia z partyjnych stanowisk o nauce z lat 2015 i 2018, a nie punkt rozdziału o nauce w Deklaracji programowej z 2025 roku.
Uczelnia to nie tylko szkoła
Kluczowe rozpoznanie Razem jest takie, że rola uczelni w regionie wykracza daleko poza dydaktykę. W stanowisku z 2018 roku partia pisała, że „uczelnia wyższa to nie tylko szkoła, ale również ośrodek kultury i niezwykle istotny czynnik rozwoju gospodarczego danego regionu", a jej zaniedbanie „to realna krzywda wyrządzana społecznościom lokalnym". Kiedy z mniejszego miasta znika dobra uczelnia, znika też pracodawca dla wykształconych ludzi, partner dla lokalnych firm i miejsce, które trzyma młodych na miejscu. Zostaje próżnia — społeczno-kulturalna, jak ostrzegała partia już w „9 tezach dla nauki" z 2015 roku.
Mechanizm degradacji jest przy tym samonapędzający się. Degradacja i łączenie mniejszych uczelni, jak ostrzegało Razem, „oznacza jeszcze większy odpływ młodych ludzi z regionów, które również obecnie cierpią z powodu tak zwanego drenażu mózgów". Najpierw najzdolniejsi wyjeżdżają z mniejszego miasta do metropolii, a stamtąd — już bez kotwicy w rodzinnym regionie — łatwiej im wyjechać za granicę. Osłabianie ośrodków regionalnych to więc jedno z pierwszych ogniw w łańcuchu, który kończy się emigracją, o czym piszemy szerzej w tekście o drenażu mózgów.
Wyrównywać, nie centralizować
Recepta Razem nie polega na równaniu w dół ani na sztucznym podtrzymywaniu słabych jednostek. Chodzi o odwrócenie logiki, w której — jak zauważała partia — „nieproporcjonalnie wysokie środki finansowe kierowane są do kilku uczelni w Polsce, a nierówności pogłębiają się". Zamiast odcinać ośrodki regionalne od finansowania, Razem chce włączać je we współpracę ogólnopolską i międzynarodową, rozbudowywać programy wymiany między uczelniami i traktować dobre kształcenie w regionach jako inwestycję w przyszłą kadrę całego kraju.
Ta myśl ma u Razem także wymiar przemysłowy. Już w „9 tezach dla nauki" z 2015 roku partia zapowiadała reformę Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych — „to we wzmocnieniu ich lokalnej roli widzimy szansę na wsparcie naszego planu odbudowy polskiego przemysłu", i pisała wprost, że „dobre uczelnie regionalne to faktyczny koniec podziału na Polskę A i B". Uczelnia w mniejszym mieście kształci nie tylko przyszłych naukowców, ale i inżynierów oraz techników dla lokalnych zakładów — jest częścią gospodarki regionu, nie ozdobą.
Co proponuje Razem
Postulat obrony uczelni regionalnych pochodzi z partyjnych stanowisk o nauce (2015, 2018) i pozostaje spójny z linią Razem, choć nie znalazł się wprost w rozdziale o nauce w Deklaracji 2025. Jego sedno:
- Specjalne wsparcie dla uczelni regionalnych jako instytucji kluczowych dla rozwoju uboższych województw — zamiast kierowania nieproporcjonalnych środków do kilku ośrodków w metropoliach.
- Włączanie ośrodków regionalnych we współpracę ogólnopolską i międzynarodową oraz rozbudowa programów wymiany między uczelniami — zamiast odcinania ich od finansowania i skazywania na regres.
- Wzmocnienie lokalnej roli państwowych wyższych szkół zawodowych (dziś: akademii nauk stosowanych) jako element planu reindustrializacji — kadry dla lokalnego przemysłu kształcone na miejscu.
Regionalny wymiar nauki spina się bezpośrednio z gospodarką: rozwój uboższych województw i koniec podziału na Polskę A i B to jeden z celów, które serwis gospodarczy Razem opisuje przez pryzmat płac i wzrostu gospodarczego. A to, dlaczego dostęp do dobrej uczelni blisko domu decyduje o równości szans, rozwijamy w tekście o kosztach studiowania.
